środa, 13 lutego 2013

OJCIEC CHRZESTNY - PER ASPERA AD ASTRA




Postanowiłam podzielić opowieść o powstawaniu "Ojca Chrzestnego" na trzy części, żeby nie przytłoczyć ilością materiału ;)  Dzisiejszy post ma tytuł zaczerpnięty z łacińskiej sentencji: "Przez trudy do gwiazd", która najlepiej oddaje drogę filmu (czytaj: reżysera) do sukcesu. A więc, męki kapitana Coppoli i jego załogi z okrętu "Paramount Pictures" ciąg dalszy.




"Myślałem, że chcę zostać scenarzystą, ponieważ interesowało mnie opowiadanie historii. Potem jednak chciałem pisać, reżyserować i miałem nadzieję, że nie będę przez to zmuszony do czerpania historii z best-sellera."

                                                                                           - Francis Ford Coppola 



Coppola i Brando podczas kręcenia sceny zamachu na Dona w Little Italy,
via www.filmdirectory.com



KRWAWE POMARAŃCZE
Zdjęcia główne do filmu (później były jeszcze tzw. dokrętki) trwały od 29 marca do 6 sierpnia 1971r. Każdy spośród 77 dni zdjęciowych, to była nieustanna twarda walka o każdą rzecz na linii reżyser-produkcja. Na przykład Bob Evans (producent filmu - przyp.) uważał, że scena zamachu na Dona, jedna z najsłynniejszych w filmie, jest zupełnie niepotrzebna. Na szczęście Coppoli po raz kolejny udało się postawić na swoim. 
Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, również współpraca na planie między Coppolą i jego operatorem - Gordonem Willisem była fatalna i nie uległa poprawie nawet po interwencji... Evansa. Willis był starszy od Coppoli o 10 lat i otwarcie dawał mu do zrozumienia, że uważa go za szczeniaka-amatora, ciągle stawrzał problemy i manifestował brak szacunku wobec reżysera nawet przy reszcie ekipy. Coppola był tym zmęczony, ogólnie uważał Willisa za dupka, który nie docenia, wręcz nienawidzi, aktorów. "Źle prowadzisz aktorów!" - przedrzeźniał Willisa Brando. Operator był też dość konserwatywny w sposobie prowadzenia kamery, gdzie większość scen w filmie kręcona była klasycznie, z poziomu wzroku. Kiedy młody Coppola uparł się, żeby w scenie zamachu na Vito Corleone zainstalować kamerę na balkonie sąsiedniej posesji i pokazać całą sytuację z góry, Willis oburzył się. "A czyj to będzie punkt widzenia?' - kwestionował decyzję Willis, a Coppola na to: "To będzie mój punkt widzenia, punkt widzenia Boga albo Orsona Wellesa." Na szczęście Willis zgodził się i trudno dziś wyobrazić sobie tą scenę inaczej - upadającego Dona i turlające się po ulicy pomarańcze, które nadały większego dramatyzmu całemu obrazowi. 

       

"Zawsze uważałem film za mało sprzyjające środowisko. Wszystko toczy się wokół harmonogramu, a ja nigdy nie mogłem się do tego dostosować."



                                                                                           - Francis Ford Coppola




Warto zauważyć, że motyw pomarańczy w filmie pojawia się kilkakrotnie i w bardzo subtelny sposób zapowiada nadchodzące niebezpieczeństwo. Przytoczę kilka przykładów: kiedy Clemenza każe Paulie'mu wykonać robotę bierze dzban z winem, w którym pływają pomarańcze (potem zabija Paulie'go za niezałatwienie zlecenia), siedzący przy Mamma Corleone Tessio łapie pomarańcze podczas wesela (co oznacza wstąpienie do klanu, który ostatecznie go zabija), kiedy producent Woltz odmawia roli Johnny'emu, na stole leży naczynie z pomarańczami (w konsekwencji zostaje zabity ukochany koń producenta), również naczynie z pomarańczami stoi na stole podczas narady pięciu głównych klanów mafijnych (skończy się to rozlewem krwi) czy w końcu Don wkłada sobie do ust kawałek pomarańczy bawiąc się z wnukiem w ogrodzie.





Brando dziękuje gapiom za oklaski po odegranej scenie
zamachu, via książka Steve'a Shapiro


WILLIS, KSIĄŻĘ CIEMNOŚCI
Jeszcze kilka słów na temat Gordona Willisa, który niewątpliwie bardzo przyczynił się do sukcesu filmu. Mimo, że nie użyto w nim dostępnych w tamtym czasie "bajerów" jak helikoptery, to nawet do stosowania obiektywów typu zoom ciężko było Willisa przekonać. W filmie użyto je zaledwie kilkakrotnie m.in. w scenie otwierającej film czy kiedy Mike planuje zabić Sollozzo. Mimo dużej konserwatywności, Willis był jednak niesłychanie kreatywny w zabiegach estetycznych (światło, ekspozycja). I wtedy też podjął zaskakującą i bardzo odważną decyzję. Postanowił nakręcić film w bardzo niskim kluczu i eksperymentować z przeeksponowaniem materiału, dzięki czemu wyszły zdjęcia bardzo kontrastowe i mroczne, co dodatkowo budowało niepokojącą atmosferę filmu. W tamtych czasach było to bardzo ryzykowne posunięcie. Standardem było, że wszystkie materiały mają być tak naeksponowane, że i w jasnych i ciemnych partiach widać szczegóły, a tutaj w niektórych partiach jest tylko czarna dziura! Do budowania klimatu filmu Willis stosował też wiele innych, bardziej subtelnych zabiegów. Czy Don Vito wzbudzałby postrach bez charakterystycznych cieni, które zasłaniają jego oczy? Ile napięcia straciłaby scena przygotowań Vito do zabicia Fanucci'ego gdyby nie było tam migoczącej żarówki? Willis subtelnie wyznacza granicę między dobrem a złem kontrolując grę światła i cienia na ludzkich twarzach. Im twarze są bardziej spowite ciemnością, tym więcej zła wokół tych ludzi (twarz Mike'a jest cała w ciemności, kiedy mówi swojej matce o obawach jakie towarzyszą utracie swojej rodziny). Czy możesz sobie wyobrazić te wszystkie sceny nakręcone w "poprawny" sposób?



"Ciąg obrazów poukładanych w określony sposób sprawia, że to co w nich zawarte to indywidualność". 


                                                                                        - Francis Ford Coppola






Od lewej: Coppola, Brando i Pacino, via www.vanityfair.com



"To eksploracja filmu noir w kolorze" jak później nazywano pracę Willisa. Jak wiemy, w końcowym efekcie zdjęcia do filmu wyszły fantastycznie, stając się jego dodatkową siłą.  Tą decyzję doceniono jednak wtedy, kiedy film zaczął odnosić sukcesy, wcześniej producenci z Paramount Pictures byli przerażeni, że nic nie widać. Aż trudno uwierzyć, że twórczość tego wybitnego operatora nigdy nie została uhonorowana przez Akademię Filmową za żaden konkretny film. Willis swoją statuetkę dostał dopiero za całokształt pracy twórczej, a zdjęcia do "Ojca Chrzestnego", są jednym z najczęściej omawianych tematów operatorskich w historii kinematografii.
Co ciekawe mimo, że współpraca Coppoli i Willisa, mówiąc delikatnie, nie układała się, to była kontynuowana w drugiej części "Ojca Chrzestnego".



Brando i Coppola podczas prób, via www.telegraph.com





KOTEK I BESTIA
Coppola pragnął wypełnić obraz i treść wieloma smaczkami, które wzbogacałyby film znaczeniowo. Wiele było zaplanowanych, ale niektóre pojawiły się przez przypadek... Przykładem jest scena otwierająca film, w której Don Vito trzyma w rękach kota i delikatnie go głaszcze. Kot nie był przewidziany, po prostu przyplątał się na plan zdjęciowy i kiedy Coppola go zobaczył, natychmast wziął i położył na kolanach Brando. Bezbronne zwierzę w rękach wpływowego bosa mafii mówiło wiele.



"Esencją kina jest montaż. To połączenie tych niezwykłych, uchwyconych ludzkich emocji i obrazów w ogólnym sensie, one wszystkie tworzą coś w rodzaju alchemii"  

                                                                                         - Francis Ford Coppola



Scenograf filmu "Ojciec Chrzestny"- Dean Tavoularis,
via www.otis.edu



Coppola bardzo dbał o to, aby panująca w filmie atmosfera lat 40-tych była autentyczna. Wraz ze scenografem greckiego pochodzenia - Deanem Tavoularisem poświęcili dużo czasu w archiwach, by znaleźć wiarygodne informacje jak się wtedy żyło. Zwróć uwagę na detale - zderzaki samochodów są wykonane z... drewna, powodem tego był fakt, że ze względu na trwającą na świecie wojnę każdy metalowy element przeznaczany był do produkcji broni, amunicji lub sprzętu wojskowego. Również za szybami aut można zauważyć karteczki z literą "A", które oznaczały racjonowanie paliwa w trakcie wojny. "To śmieszne kiedy zaczynasz mieć obsesję na punkcie tych wszystkich detali, żeby film wyglądał autentycznie" - wspomina Coppola. I trzeba przyznać, że film również i pod tym względem wygląda bardzo prawdziwie. Tavoularis był zachwycony, że młody reżyser przywiązuje tak dużą wagę do wizualnej i merytorycznej jakości filmu, więc dbał o najdrobniejsze szczegóły, nawet o takie jak kubki na kawę na wynos lub pudełka z chińszczyzną. Coppola i Tavoularis mieli bardzo dobry kontakt, co zaowocowało współpracą przy innych produkcjach reżysera (kolejne części trylogii, "Czas Apokalipsy", "Rozmowa", "The Outsiders" i inne). "Na początku, kiedy sam nie wiedziałem czego chcę, bardzo często polegałem na intuicji Deana i tak zostało, nawet jeśli czasem nie od razu mi się podobało" - tak reżyser wspomina Tavoularisa. Ten utalentowany scenograf rozpoczynał swoją karierę w Disney Studios. Przez lata stworzył ponad 30 dekoracji filmowych, w tym do "Dziewiątych wrót" R. Polańskiego czy "Bonnie i Clyde'a" A. Penna.      
  


   
Część filmu kręcono w miejscach, które odwiedzali prawdziwi mafioso,
na zdjęciu reżyser przed restauracją 'Louis' w Little Italy, via www.mirror.co.uk



JASKINIA LWA ZE STYROPIANU
Warto wspomnieć o miejscach, gdzie kręcono "Ojca Chrzestnego". Zacznę od domu rodziny Corleone. Dom ten jest miejscem autentycznym, mieści się na 110 Longfellow Avenue w Staten Island, jednej z dzielnic Nowego Jorku i od lat 50-tych XXw. należał do tej samej rodziny. Podobne do siebie, liczne zabudowania w stylu Tudorów miały dać wrażenie jakby cała okolica stanowiła jedną posiadłość, w istocie są to różne działki. W filmie "zagrała" fasada domu i znajdujący się za nim park o powierzchni prawie połowy akra, gdzie miało miejsce słynne wesele Connie i Carla czy śmierć Dona. W 2010r. dom został wystawiony na sprzedaż za prawie 3 mln dolarów. Co ciekawe, imponujące kamienne ogrodzenie, które sprawia, że cała posiadłość wygląda jak forteca wykonane jest z pomalowanego styropianu osadzonego na drewnianej konstrukcji.



Tak wyglądała okolica, zanim wkroczyła ekipa zdjęciowa i niewiele się zmieniła
do dnia dzisiejszego, via www.ballerhouse.com
 



Kadr z filmu 'The Godfather' - wjazd na osiedle domów został odgrodzony sztucznym
murem i zasypany żwirem. Za pierwszym domem po prawej znajduje się park-ogród,
gdzie odbyło się wesele córki Dona, via www.museyon.com



Gabinet Dona - jedno z najsłynniejszych wnętrz w kinematografii, został wybudowany w studio filmowym w Nowym Jorku. Panująca tam mroczna i niepokojąca atmosfera wspaniale kontrastuje z jasnym i wesołym ogrodem, w którym w tym samym czasie odbywa się uroczystość weselna córki Dona. Aż trudno uwierzyć, że za oknami z charakterystycznymi żaluzjami stoją lampy, po podłodze plączą się kable i cały ten sprzęt filmowy... który okazał się dekoracją do innej sceny - kiedy Tom Hagen odwiedza producenta o nazwisku Woltz w jego studio w Los Angeles. Kulisy planu filmowego wykorzystywano jako dekoracje ze względu na skoromny budżet. Również z powodu ograniczeń finansowych niewiele scen kręcono w profesjonalnym studio, gdzie wybudowano wnętrza m.in. sycylijskiej willi, rezydencji Woltza czy domu klanu Corleone. Jednak większość zdjęć zrealizowana była w naturalnych lokacjach, które odpowiednio adaptowano na potrzeby filmu. 



Fotos z planu - gabinet Dona,
via www.otis.edu




Do naturalnych lokacji należą m.in. 
  • front szpitala, gdzie Mike odwiedza rannego ojca (Bellevue Hospital, NYC)
  • wnętrza szpitala (New York Eye and Ear Infirmary, na Manhattanie, NYC)
  • restauracja, gdzie Mike zabija Sollozza (restauracja w NYC) 
  • rezydencja producenta Woltza na zewnątrz (posiadłość w Los Angeles)
  • stajnia, gdzie Woltz pokazuje Hagenowi swojego ukochanego konia (stajnia w NYC)
  • spotkanie z Fredo w Las Vegas (wnętrza hotelu w NYC)
  • scena w barze należącym do rodziny Tattaglia (hotel w stylu art deco w NYC)
  • scena świątecznych zakupów Michaela i Kay (sklep Best & Co. na Fifth Avenue, NYC)
  • scena chrztu wnuka Dona (wnętrza kręcono w Old St. Patrick's Cathedral, NYC))
  • ta sama scena chrztu (front - The Church of St. Joachim and St. Anne, Staten Island, NYC)  
  • scena pogrzebu Dona (Calvary Cementary w Queens, NYC)
  • plenery na Sycylii, gdzie ukrywa się Mike (miasta Savoca, Forza d'Agro i Taormina, Sycylia)


Sceny sycylijskie kręcono na prawdziwej Sycylii, via www.mirror.co.uk





"Nie sądzę, żeby istniał jakikolwiek artysta, który nie wątpi czasem w to, co robi"

                                                                                             - Francis Ford Coppola








Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, scenariusz zawierał bardzo dużo scen. Żeby zdążyć z realizacją wszystkich, ekipa zdjęciowa była podzielona na dwa zespoły. Pierwszy realizował najważniejsze i największe sceny, drugi zaś składał się czasem tylko z operatora, asystenta i aktora, którzy rejestrowali pojedyńcze ujęcia jak np. pasaże. Co ciekawe, w drugim pionie czasem nie grał nawet właściwy aktor, tylko jego dubler, przykładem jest scena kiedy Tom Hagen zmierza w stronę studia na terenie wytwórni Woltza. To napewno nie jest Robert Duvall.    
Niestety pion scenograficzny ma czasem mało wdzięczne zadania. Przykładem jest wstrząsająca scena, kiedy Woltz znajduje w swoim łóżku odrąbany łeb swojego ukochanego konia. Niestety koń był prawdziwy. Oczywiście nie obyło się bez protestów organizacji broniących praw zwiarząt, które domagały się niewłączenia sceny do filmu. Coppola wielokrotnie później tłumaczył, że oczywiście zwierzę nie zostało zabite na potrzeby filmu, ponieważ wcześniej było przeznaczone na ubój. Nie zmienia to faktu, że art director od Tavoularisa musiał pojechać do fabryki produkującej karmę dla psów i wybrać konia, który najbardziej przypominał tego ze stajni. Podobno w trakcie prób używano sztucznej głowy, dopiero tuż przed zdjęciami podłożono tę prawdziwą, o czym John Marley grający producenta Woltza ponoć nie wiedział. Coppola chciał, uchwycić naprawdę wielkie przerażenie w oczach Marleya... Myślicie, że mu się udało?         




Coppola i John Marley odtwarzający rolę producenta Woltza, 
via www.filmmakeriq.com


Warto zauważyć, że w pierwszej części "Ojca Chrzestnego" nie ma zbyt wielu scen w plenerze (w Nowym Yorku czy Las Vegas), a jeśli już są to w dość wąskich planach. Wynikało to również z ograniczeń budżetowych. "Wstawienie" statystów w kostiumach i samochodów na ulice, przemalowywanie fasad, montaż szyldów, latarnii i innych elementów "z epoki", to dość kosztowna sprawa. Zupełnie inaczej wyglądało to już w drugiej części trylogii, która powstawała na fali sukcesu części pierwszej. Tutaj Coppola znalazł jednak tańsze rozwiązanie. Jeśli wymagała tego ekspozycja sceny, używał materiałów archiwalnych, by pokazać jak wyglądało wtedy miasto. 
Na uwagę zasługuje to, jak kręcono sceny w samochodzie. Jak wiele innych rzeczy w tym filmie, powstały one przy użyciu naprawdę bardzo skromnych środków. Nie użyto tylnej projekcji jak to się zazwyczaj praktykowało tylko "sceny kręcono w prawdziwym samochodzie, który stał na pustej scenie. Za nim na sznureczkach wisiała para świateł, które powoli poruszane imitowały przednie reflektory jadącego z tyłu auta. Samochód, w którym siedzieli aktorzy był potrząsany tak, by stworzyć wrażenie, że pojazd jest w ruchu" - wspomina Coppola. Kiedy będziesz oglądał tą scenę zwróć uwagę na światła drugiego samochodu.   



     
Wiele lokacji to miejsca użyte po raz pierwszy w filmie, via www.mirror.co.uk




KREW JAK KETCHUP
Coppola od małego obcował z literaturą, miał żyłkę pisarską i był miłośnikiem kina, więc nic dziwnego, że skończyło się na pisaniu scenariuszy filmowych. Jako absolwent wydziału filmowego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles mógł szlifować rzemiosło. Jakby nie było "Ojciec Chrzestny" to film o gangsterskich porachunkach, bezwzględności, rozlewie krwi, więc w filmie nie obyło się bez cytatów nawiązujących do innych produkcji. Przykładem jest scena śmierci Santino "Sonny'ego" na rogatce Jones Beach Causeway, która została zainspirowana filmem "Bonnie i Clyde" (jego finalną sceną, który powstał pięć lat wcześniej). Niektórzy twierdzą, że ta scena była najbardziej skomplikowana pod względem realizacji. Jak pamiętamy, Sonny umiera od serii pocisków z karabinu maszynowego. Aby ten efekt był przekonywujący, do garnituru Jamesa Caana przymocowano prawie 150 minipetard ze sztuczną krwią w kolorze ketchupu, które eksplodowały rozmazując się i rozrywając kostium, dając wrażenie ran. Moim zdaniem wygląda to świetnie i bardzo przejmująco. 




Wybuchające minipetardy sprawiały Caan'owi prawdziwy ból,
który "profesjonalnie" zniósł. Może dlatego to ujęcie wyszło tak
przejmująco, via www.telegraph.co.uk





na pierwszym planie "martwy" Santino Corleone, via www.telegraph.co.uk




Również scena zabójstwa Moe Greene'a, kiedy ten umiera od strzału w oko przez okulary, robi duże wrażenie nawet teraz. Scena ta została zainspirowana śmiercią autentycznego gangstera Benjamina Siegela, szerzej znanego jako "Bugsy". Aby uzyskać ten efekt, okulary aktora Alexa Rocco miały zainstalowane dwie rurki ukryte w oprawkach. Jedna z rurek wypełniona była sztuczną krwią, druga skompresowanym powietrzem z... pociskiem do wiatrówki! Oprawki okularów i broń, z której strzelał "żołnierz" od Corleone były ze sobą zsynchronizowane - kiedy broń wypala, skompresowane powietrze wyrzuca malusieńki pocisk, który rozbija szkło od wewnątrz. Druga rurka uwalnia sztuczną krew. Wszystko dzieje się w kilka sekund i robi duże wrażenie, ale czy rozwiązanie nie było zbyt ryzykowne?




Coppola i Brando w trakcie prób aktorskich,
via www.flickeringmyth.com



 Ciąg dalszy nastąpi...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz