niedziela, 3 lutego 2013

OJCIEC CHRZESTNY - DON COPPOLA




""Ojciec Chrzestny", to określenie jakiego używano, by okazać Donowi szacunek, lojalność i przywiązanie." 

                                                                                                             - Al Pacino




Witaj na moim drugim blogu!
Tutaj znajdziesz pasjonujące historie, jak powstawały najwybitniejsze dzieła, filmy kultowe i wszystkie pozostałe, które po prostu kochamy. Postaram się wyszperać dla Ciebie naprawdę ciekawe smaczki. Nie będę rozpisywać się o fabule filmu (no... tyle ile trzeba), a skupię się raczej nad procesem jego powstawania. Często nie zdajemy sobie sprawy, przez co przechodzili jego twórcy. Koszmar to mało powiedziane, ale bywają też i cudowne chwile, a ukoronowaniem jest uznanie krytyki i, co najważniejsze, dozgonna miłość publiczności. Od lat pasjonuję się filmem, a i zawodowo jestem z nim związana. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :)
Pierwszy wpis jest dedykowany Francisowi Fordowi Coppoli i jego "Ojcu Chrzestemu" (oryg. 'The Godfather'), ponieważ to film na mojej prywatnej (i tylko mojej) liście top 10. Miłej lektury!


P.S. Wybacz mi techniczne niedociągnięcia, pracuję nad tym!




Reżyser Francis Ford Coppola daje uwagi aktorom: Robertowi Duvallowi i
Marlonowi Brando, via www.time.com






"Musisz znaleźć odwagę, żeby walczyć o swoje idee. Inaczej zostaniesz zmiażdżony, a twoje aspiracje przepadną."

                                                                                        - Francis Ford Coppola
                                                   



Kiedy słyszysz "Ojciec Chrzestny", co myślisz? Klasyka kinematografii... jeden z najwybitniejszych filmów tego gatunku... arcydzieło... czy po prostu fantastyczny film. Osobiście nie znam nikogo, kto nie ceniłby tej produkcji (co do książki znajdzie się).

Tak. Sukces filmu przeszedł najśmielsze wyobrażenia ich twórców. Ba! Nikt w ten film nie wierzył! Dziś wydaje się to niedorzeczne, ale kiedy obraz powstawał, każdy dzień zdjęciowy był męką dla reżysera, aktorów i reszty ekipy filmowej, na producentach z wytwórni Paramount Pictures skończywszy. Jak to możliwe? Zacznijmy od początku. 





Scena zamachu na Dona Corleone w Little Italy, via www.mirror.co.uk





PARAMOUNT PICTURES VS. RESZTA ŚWIATA
"Ojciec Chrzestny" to najgłośniejsza (niekoniecznie najlepsza, zdania są podzielone) powieść Mario Puzo. Inspiracją dla książki były historie o gangsterskim półświatku, które stale opowiadano w redakcji, gdzie na przełomie lat 50 i 60-tych Puzo publikował pod pseudonimem Mario Cleri. Oprócz pisywania dla "Male" i "True Action" dziennikarz miał już na koncie kilka powieści, z czego dwie dostały nawet pochlebną krytykę, ale nie przełożyło się to na korzyści finansowe. Puzo przyznał kiedyś w wywiadzie dla Larry'ego Kinga, że czuł się przez to rozgoryczony, bo wtedy naprawdę potrzebował pieniędzy. Miał już 45 lat na karku, piątkę dzieci na wychowaniu, słabość do hazardu i w związku z tym sporo długów u krewnych, bukmacherów i w bankach. Puzo pomyślał, że mafijny świat, pieniądze, władza, rodzina, honor i zło, które nas fascynuje, to chwytliwe tematy, które mają szansę trafić do masowego odbiorcy, a tym samym przynieść większe dochody. Historia o klanie Corleone, który od lat funkcjonuje na starych, sprawdzonych zasadach i który przeciwstawia się nowym obszarom ekspansji (przemyt narkotyków) odmawiając tym samym współpracy z innym klanem wydawała się dobrym materiałem na fabulę książki. Konsekwentna postawa familii i rozwój dalszych wypadków zmuszających najmłodszego syna Dona - wówczas "cywila", do włączenia się w jej interesy oraz ostatecznie zastąpienia swego ojca zapowiadały się obiecująco. Puzo napisał 10-cio stronicowy treatment książki, jednak żaden z wydawców nie chciał nawet na to spojrzeć. Przypadek sprawił, że jeden z jego kolegów po fachu zaincjował spotkanie z wydawnictwem G.P. Putnam's Sons. Puzo poszedł ze swoim szkicem powieści i przez godzinę rozprawiał o gangsterskim półświatku. Spotkanie zaowcowało kontraktem i wstępną zaliczką na 5 ty. dolarów. 




"To śmieszne, że w wieku 32 lat, w prawdopodobnie najlepszym momencie mojej kariery, kiedy "Ojciec Chrzestny" osiągnął tak ogromny sukces, nie byłem tego świadom, bo zawsze byłem po jakimś deadline'ie"

                                                                                        - Francis Ford Coppola 




Od lewej: Mario Puzo (autor powieści), Francis Ford Coppola (reżyser),
Robert Evans (jeden z szefów Paramount Pictures) i Al S. Ruddy (producent),
via www.telegraph.co.uk


W latach 60-tych kino przeżywało dość poważny kryzys. Ludzie woleli oglądać telewizję, masowo zwalniano ludzi z wytwórnii filmowych, a one same były wykupywane przez duże korporacje. Taki los spotał też Paramout Pictures, które zostało przejęte przez nowojorskie Gulf & Western za śmieszne 600 tys. dolarów! Korporacji nie interesowało produkowanie filmów, nowi właściciele studia planowali raczej odsprzedać nieruchomość z zyskiem. Jednak kierownictwo Paramountu postanowiło ratować wytwórnię chcąc produkować filmy oparte na popularnych książkach. Akurat zajmowano się adaptacją powieści "Love Story", kolejnym krokiem był kontakt z Mario Puzo. Po napisaniu zaledwie 100 stron, studio zaoferowało pisarzowi zaledwie 12.500 tys. dolarów za prawa do jego powieści (kwota miała wzrosnąć do 50 tys. jeśli powieść zostanie sfilmowana). Puzo, po otrzymaniu zaliczki od wydawcy, nie palił się zbytnio do dalszego pisania, ostatecznie zajęło mu to aż 3 lata! Równocześnie historią zainteresował się Burt Lancaster. 56-letni wówczas gwiazdor widział siebie w roli Dona Vito Corleone i do samego końca zaciekle walczył o zakup praw do ekranizacji.   






Ojciec i syn Corleone w ogrodzie, via www.wikia.com



"Ojciec Chrzestny" został wydany w 1969r. i ku zaskoczeniu wszystkich, łącznie z samym autorem, przez 69 tygodni zajmował pierwszą pozycję na The New York Times Best-seller List oraz w kilku państwach europejskich. Fakt ten sprawił, że prawa do książki stały się towarem bardzo pożądanym. Do studia posypały się oferty warte miliony dolarów m.in. od takiego giganta jak Dino De Laurentis ("Milczenie owiec", "Conan Barbarzyńca", Blue Velvet", "La Strada") czy nowojorskich wytwórni filmowych. O spektakularnym sukcesie książki przemawiał też fakt, że do studia zaczęli zgłaszać się agenci wielkoformatowych aktorów jak Anthony Quinn czy John Houston. O sprzedaży praw do powieści nie było mowy, wskutek czego szefowie Paramount Pictures odczuwali presję środowiska, by nakręcić ekranizację książki.






Marlon Brando i ekipa w ogrodzie oraz... słynne fiszki, o których napiszę później,
via www.jpsgranville100favefilms.com




OFERTA, KTÓREJ COPPOLA NIE MÓGŁ ODRZUCIĆ
Propozycję wyreżyserowania powieści Puzo otrzymali tacy wybitni reżyserzy jak: Arthur Penn ("Bonnie i Clyde"), Elia Kazan ("Na wschód od Edenu"), Fred Zinnemann ("Stąd do wieczności"), Peter Yates ("Bullitt'), Peter Bogdanovich ("Co jest, Doktorku?"), Richard Brooks ("Kotka na gorącym blaszanym dachu") i kilku innych. Żaden z nich nie był zainteresowany tematem. Jak wspomina Bob Evans (jeden z szefów studia): "Oto siedzę w biurze, mam w ręku najlepszą książkę świata i nie mogę znależć pieprzonego maestro, żeby to wyreżyserował!" Ponadto, mimo, że powieść biła rekordy popularności, to w latach 60-tych ubiegłego wieku filmy o gangsterach nie cieszyły się szczególną sympatią wśród widzów, ponieważ były naiwne, przewidywalne i najczęściej głupkowate. Wielu uważało, że złote lata kinematografii minęły bezpowrotnie. W kinach notowano stały spadek oglądalności, czemu winna była telewizja i jeśli nawet powstawały filmy gangsterskie takie jak: "Brotherhood", "The Italian Job" czy "Pay or Die" to okazywały się frekwencyjną i finansową klapą. Dla Paramount Pictures, które odczuwało skutki kryzysu i nadchodzące widmo likwidacji studia z tradycjami była to ostatnia szansa. Szefowie wytwórni stwierdzili, że kolejny film musi być przede wszystkim niskobudżetowy. Poza tym, temat mafioso najlepiej powinien podjąć reżyser włoskiego pochodzenia, który doskonale rozumie mentaność rodaków i wydobędzie z historii coś więcej niż strzelanki. Jak mówił Evans: "Chcę poczuć zapach spaghetti!" 




"Większość Włochów, którzy przybyli do tego kraju to prawdziwi patrioci. Tutaj masz wspaniałe możliwości, więc jeśli pracujesz naprawdę ciężko i coś bardzo kochasz, odniesiesz sukces."

                                                                                    - Francis Ford Coppola 






Coppola na planie filmowym w towarzystwie szefa Gulf & Western
Charlesa Bluhdorna (właściciela studia Paramount Pictures) i jego żony,
via www.vanityfair.com



Początkowo brano pod uwagę Sergio Leone, ale ten odmówił ze względu na przygotowania do swojego "Pewnego razu w Ameryce". Ze względu na włoskie korzenie realizację filmu zaproponowano także Francisowi Fordowi Coppoli. Z jednej strony obawiano się, że reżyser od "lekkich tematów" i wyglądzie 'hippie" może nie udźwignąć ciężaru produkcji, z drugiej jednak strony 30-letni Coppola miał już na koncie pierwsze sukcesy (w 1971r. otrzymał nagrodę Akademii jako współscenarzysta "Pattona") i trzy autorskie filmy co dawało jako taką gwarancję jego kompetencji. Nie ukrywajmy też, że był młodym i mało znanym jeszcze reżyserem, a więc tanim, co miało o tyle znaczenie, że to miała być produkcja niskobudżetowa. Coppola o mały włos również był bliski odmowy. Zdecydowanie nie podzielał ogólnej euforii towarzyszącej książce Puzo, traktując ją raczej jako zbyt sentymentalną, tandetną powiastkę. "Miałem nadzieję, że będzie to rodzaj literatury intelektualnej o władzy i sukcesji, a to była pseudohollywoodzka, historyjka w stylu Franka Sinatry" - wspomina Coppola. Podobnie jak inni reżyserzy, którym oferowano współpracę, Coppola obawiał się też, że film może zbytnio propagować przemoc i idealizować Mafię. 





Coppola i Brando na planie, via www.hollywood70.com,
zdjęcie autorstwa Steve'a Schapiro 


Ostatecznie przyjął propozycję studia, bynajmniej nie dlatego, że zmienił zdanie o książce, ale po to, by ratować swoją firmę produkcyjną Zoetrope, która była na skraju bankructwa. Coppola był pełen sprzeczności - z jednej strony po to założył z Lucasem własną firmę, bo pragnął robić alternatywne, osobiste, bardziej europejskie kino i odciąć się od Hollywood, do którego mimo kryzysu wciąż było trudno się dostać, z drugiej strony dzięki propozycji z Hollywood mógł uratować Zoetrope. 
Paramount nie miało wielkich oczekiwań co do ekranizacji, o czym świadczą niskie stawki za zakup praw, dla autora powieści i Coppoli, którzy współpracowali przy tworzeniu scenariusza. Na jednym z decydujących spotkań z szefami wytwórni, Coppola porównał dzieje klanu mafijnego do procesu powstawania kapitalistycznej Ameryki (nie brzmi Wam znajomo początek filmu?). Taka metafora filmu - historia króla i jego trzech synów - zaczęła po mału facynować samego Coppolę. Jego półgodzinne przemówienie, elokwencja i dojrzała wizja filmu zrobiły ogromne wrażenie na kierownictwie, co tylko potwierdziło, że dokonują właściwego wyboru. 



     
Słynny duet: aktor - Marlon Brando i reżyser - Francis Ford Coppola,
via www.vanityfair.com





ALBO BRANDO ALBO DOSTANĘ ATAKU!
Pomysłów na odtwórcę roli seniora rodu Corleone było wiele. Przez odbywające się w Nowym Jorku castingi Paramountu przewinęło się naprawdę sporo wielkich nazwisk. Na liście wytwórni byli m.in.: Anthony Quinn, Jean Gabin, Vittorio de Sica, John Houston, Charles Bronson, sir Laurence Olivier (nie mógł przybyć na przesłuchanie z powodu problemów zdrowotnych). W tym czasie Coppola zorganizował własny casting w Los Angeles, na który zaprosił Jamesa Caana, Ala Pacino, Roberta Duvalla i Diane Keaton. Coppola posunął się nawet dalej. Od pewnego czasu poważnie myślał o Marlonie Brando w roli Vito Corleone. Pewnego dnia Coppola pojechał do rezydencji gwiazdora na Mulholland Drive pod pretekstem, by ten zechciał zagrać kilka krótkich scen, które posłużyłyby reżyserowi za "wzór" ojca chrzestnego. Ku zaskoczeniu Coppoli, aktor przystał na propozycję, mimo, że Puzo wielokrotnie kontaktował się nim prosząc o udział w filmie (pisarz widział Brando w tej roli tuż po napisaniu powieści). Brando doskonale wiedział, że w Hollywood już go nie chcą. Mimo to, po kilku dniach Coppola ponownie przyjechał do aktora, który od razu wczuł się w rolę - włożył sobie do ust chusteczkę higieniczną (przez co jego szczęka była teraz lekko wysunięta), posmarował sobie włosy czarną pastą do butów, włożył marynarkę z białym kołnierzem i zaczął mówić jednostajnym, niewyraźnym głosem, który wzbudzał niepokój i autorytet zarazem. To była niesamowita metamorfoza!  





Mario Puzo i Marlon Brando, via www.booklips.pl



Marlon Brando zrobił na Coppoli tak kolosalne wrażenie, że ten nie widział już nikogo innego w roli Dona. Kierownictwo Paramount Pictures nie chciało o tym słyszeć, ponieważ aktor uchodził za trudnego, nieodpowiedzialnego i nieprzewidywalnego. W środowisku filmowym nazywano go "box-office poison". 



List Mario Puzo do Marlona Brando w 1970r., w którym pisze,
że tylko on może zagrać Dona Vito Corleone. List ten,
obok innych pamiątek po aktorze, sprzedano po jego
śmierci w domu aukcyjnym Christie's w 2005r,
via www.vanityfair.com   




"Musisz zrozumieć, że w tamtym czasie to było objawienie. Gra Brando była inna niż wszystko to, co widziałem wcześniej (...) była nieco nerwowa, niepokojąca, brutalna (...) Ale dla mnie był miły, wyrozumiały, może dlatego, że chcieli mnie wywalić"

                                                                                                              - Al Pacino




Nagle, ku zaskoczeniu zgromadzonych, Coppola padł na dywan i zaczął się po nim rzucać. "Marlon Brando jest najwybitniejszym aktorem naszych czasów!" - krzyczał reżyser sam zdziwiony swoim wybrykiem. Jednak pozostali uczestnicy spotkania byli przekonani, że 30-latek dostał ataku serca i w tej sytuacji zgodzono się na jego żądanie. Brando musiał jednak spełnić kilka warunków: przejść przez zdjęcia próbne, zgodzić się na znacznie mniejszą gażę, niż zazwyczaj, ma być grzeczny i zobowiązany jest złożyć pisemne oświadczenie, że nie spowoduje opóźnień w realizacji filmu jak to bywało w przypadku wcześniejszych produkcji. 





Pięciu wspaniałych - od lewej: James Caan, Marlon Brando, Francis F. Coppola, 
Al Pacino, John Cazale, via www.mirror.co.uk






ALEJA SŁAW
Wybór reszty obsady był niemniej burzliwy. Preferencje studia i Coppoli prawie nigdy się nie pokrywały. Cztery tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć, obsada nie była jeszcze skompletowana! Jako Michaela Corleone wytwórnia widziała Roberta Redforda, Ryana O'Neala lub Warrena Beatty'ego, który od razu odrzucił propozycję. Rozważano również udział Martina Sheena, Davida Carradine'a, Roda Steigera, Jacka Nicholsona, Dustina Hoffmana, a nawet Elvisa Presleya (ten ostatni, nie pojawił się na castingu). Jednak Coppola miał znowu inną wizję - Al Pacino. Mlłody aktor grał przede wszystkim w nowojorskim teatrze i miał za sobą dopiero pierwszą fabułę - "Panic in Needle Park", ale Coppoli podobał się jego sposób gry, no i wyglądał na rodowitego Włocha. Paramount oczywiście nie podzielał entuzjazmu reżysera. Pacino był wtedy jeszcze mało znany, bardzo młody, za mało doświadczony i... za niski. Coppola upierał się, że dobry aktor, to dobry aktor i już! Kiedy doszło do próbnych zdjęć, okazało się, że Pacino nie zna swoich kwestii! Improwizował i nie rozumiał swojej postaci - słowem wypadł fatalnie. Próby trwały cały dzień, Pacino był wykończony. Na nikim nie zrobił pozytywnego wrażenia... z wyjątkiem reżysera. Zastanawiano się nawet czy nie przesunąć zdjęć do czasu aż znajdą idealnego Michaela. Ostatecznie został Pacino, po tym jak Coppola zagroził, że w ogóle nie podejmie się realizacji filmu. 



"Moje decyzje, przez które wpadałem w tarapaty (casting do "Ojca Chrzestenego" czy scena z flagą w "Pattonie"), uważano później za świetną robotę." 

                                                                                           - Francis Ford Coppola




Początkowo James Caan również był typowany na Michaela od strony wytwórni, jednak wskutek wyboru Pacino przypadła mu rola Sonny'ego Corleone (Caan zesztą wypadł świetnie na próbach również jako Tom Hagen i Fredo). John Cazale ze swoją delikatną i wątłą fizjonomią od początku idealnie pasował do roli Fredo. O kreację consigliere Toma Hagena ubiegali się m.in. Paul Newman i Steve McQueen, ale John Cassavetes i Peter Folk podsunęli Coppoli Roberta Duvalla, który od razu przypadł mu do gustu. Robert de Niro starał się o rolę Michaela, Sonny'ego, Carla Rozzi'ego (zięcia Dona) lub Pauliego Gatto. Początkowo miał grać tego ostatniego, ale ostatecznie nie wystąpił w pierwszej części trylogii wcale (Coppola "oddał" de Niro do innego filmu, w którym miał grać Pacino). Również Sylvester Stallone ubiegał się o udział w filmie, pragnąc zagrać Carla Rizzi, a Mia Farrow - Kay Adams, w końcu zaangażowano Gianniego Russo i Diane Keaton. Dla oszczędności resztę obsady wypełniono mało znanymi aktorami, głównie z zagranicy.   





Scena wesela córki Dona, na zdjęciu Marlon Brando i reżyser F.F. Coppola, 
via www.vanityfair.com 



" W mojej rodzinie jest sporo silnych osobowości, np. mój ojciec grał na flecie i był solistą w orkiestrze Toscaniniego". 

                                                                                        - Francis Ford Coppola






Fotos ze słynnej sceny chrztu z Sophią Coppolą (córką reżysera) w roli głównej,
via www.jpsgranville100favefilm.com





KINO FAMILIJNE
W roli Connie Corleone wystąpiła siostra reżysera - Talia Shire, mimo, że Coppola początkowo był temu przeciwny uważając, że jest za ładna do tej roli. Zresztą Talia nie była jedynym członkiem rodziny, który pojawił się przed kamerą. W filmie wystąpili rodzice i dalsi krewni reżysera (scena wesela Connie i Carla) oraz dzieci: trzytygodniowa córeczka reżysera - Sophia (scena chrztu syna Connie i Carla) i dwóch synków odgrywających rolę dzieci Toma Hagena (np. scena bójki Sonny'ego i Carla). 





Pierwszy dzień zdjęciowy, na zdjęciu Al Pacino i Diane Keaton,
via www.mirror.co.uk



Coppola daje uwagi reżyserskie aktorom - Pacino i Keaton, via www.vk.com






PRZEPRASZAM, CZY TU BIJĄ?
W marcu 1971r. Coppola był gotów rozpocząć zdjęcia. Pierwszy dzień otwierała scena, w której Michael Corleone i jego przyjaciółka Kay robią świąteczne zakupy. Cała scenografia - odświętnie przystrojone ulice, witryny sklepowe, samochody i statyści ubrani w kostiumy z lat 40-tych pomogły Coppoli poczuć klimat tamtych czasów. Jednak cały okres zdjęciowy daleki był od idylli. "Cała moja historia z "Ojcem Chrzestnym" wyglądała jak historia człowieka, który wpadł w niezłe tarapaty" - wspomina reżyser - "Spodziewałem się, że w każdej chwili mogą mnie wywalić". Wizja Coppoli i producentów, co do wyglądu filmu, znów się rozmijała. Reżyser szybko zorientował się, że szefowie Paramountu nie są zadowoleni z pierwszych materiałów. Byli zaskoczeni i zmartwieni, że obraz jest za ciemny, a Brando mówi zbyt niewyraźnie. Wśród ekipy też panowało przekonanie, że Coppola nie wie, co robi. Kiedyś w toalecie podsłuchał  rozmowę członków ekipy, którzy stroili sobie z niego żarty. Nawet jego montażysta Aram Avakian oglądając z nim tzw "dailies" (materiały ze skończonego dnia zdjęciowego), dawał jedynie ogólnikowe uwagi. Do Coppoli doszły też słuchy, że Elia Kazan jest gotów przyjechać na plan i go zastąpić. Młody reżyser oczyma wyobraźni widział jak Kazan nagle pojawia się na planie, podchodzi do niego i mówi: "Wiesz Francis, poproszono mnie..." Umiejętności reżysera były nieustannie kwestionowane z każdej strony. Mimo, że Coppola wywalczył wiele nazwisk jakie chciał mieć w obsadzie filmu, na planie pracował pod nieustanną presją. Do tego scenariusz zawierał aż 163 strony (o 40 za dużo, jak to jest w standardzie), więc panowała chaotyczna i nerwowa atmosfera.     




Coppola daje wskazówki Pacino, via www.time.com




"Moją karierę filmową kojarzę bardziej z nieustannym uczuciem strachu i z lufą przystawioną do skroni niż z czymkolwiek przyjemnym. "

                                                                                          - Francis Ford Coppola



Ilość scen do nakręcenia, nieporozumienia z produkcją i brak posłuchu wśród ekipy, w tym brak współpracy z konfliktowym oparatorem - Gordonem Willisem, sprawiły, że sam Coppola był bliski rezygnacji. 30-latek czuł się bardzo niepewnie i zaczął się wręcz izolować. Po planie krążyły plotki, że ostatecznie reżysera ma zastąpić... jego montażysta. Całą tą sytuację - osaczenie i cichą zmowę wśród członków ekipy, można było porównać do mafijnych zagrywek. Coppola bardzo się tym wszystkim przejmował, czuł, że nie jest zdolny do dalszej pracy w takich warunkach. Dodatkowo martwił się, co zrobi kiedy w końcu wyrzucą go z planu. Jego sytuacja rodzinna nie wyglądała najlepiej. W owym czasie zajmował małe mieszkanko wraz żoną Eleanor i dwójką małych dzieci, a za kilka dni miało przyjść na świat kolejne - córka Sophia. Jako głowa rodziny postanowił, że jeśli dotrwa do końca zdjęć, zacznie szukać innej roboty. Na szczęście sytuacja na planie poprawiła się diametralnie, kiedy Bob Evans w porę zorientował się w jakim stresie żyje Coppola i natychmiast ustawił ekipę do pionu. Za Coppolą niewątpliwie stał też Brando, mimo, że ich współpraca układała się różnie. Młody filmowiec chętnie korzystał z doświadczenia staszego kolegi, jego duble były doskonałe, jednak Brando wymagał dużo cierpliwości. A mimo to gwiazdor oświadczył, że jeśli Coppola zostanie zwolniony, on także odejdzie. 





Al Pacino jako Mike Corleone tuż przed morderstwem Solozzo,
via www.mirror.co.uk




"Nawet Francis mi powiedział, że pokładał we mnie wiele nadziei kiedy mnie angażował. Wybrał mnie, bo czuł, że to zrobię dobrze. A teraz mówi - dzieciaku, nie nadajesz się. Wtedy naprawdę czułem, że nie chcę już tam być"

                                                                                                               - Al Pacino




Al Pacino odtwarzający rolę Mike'a Corleone wcale nie miał lepiej. Podobnie jak Coppola grał w nieustannym stresie, każdego dnia spodziewając się, że zostanie wylany, przez co po zdjęciach naprawdę ostro pił. W wywiadzie dla Larry'ego Kinga z 2010r. aktor przyznał: "Byli przekonani, że nie jestem odpowiedni do roli Michaela. A ja postanowiłem rozwijać tę rolę powoli, tak by Michael mógł stopniowo odkrywać kim jest. Tak naprawdę on tego nie wie do końca filmu, może być kimkolwiek, gdziekolwiek. Jest trochę pogubiony. Myśli, że jest niezależny, a to jeszcze dzieciak. I jako dzieciak zostaje Donem. I ja chciałem to osiągnąć. Taki był mój plan." Ale zamierzeń Pacino nie rozumiał nawet Coppola, w końcu pokazał aktorowi materiały. Pacino zrozumiał wtedy, o czym mówi reżyser. "Wydawało mi się, że moje założenie było dobre, ale tylko udawałem Michaela. Ale też wiedziałem, że mogę to jeszcze wykorzystać. Nikomu tego nie powiedziałem. Wtedy akurat kręciliśmy scenę zabójstwa Sollozzo i zatrzymali mnie." - wspomina aktor. I rzeczywiście, położenie Pacino diametralnie zmieniło się po zagraniu tej sceny. Jego sugestywna gra zrobiła ogromne wrażenie i uchroniła przed rozwiązaniem kontraktu. 
Aż dziw bierze, że w takich warunkach powstał tak dobry film.          




Aktor w trakcie przerwy między ujęciami.
Początkowo myślano, żeby akcję filmu przenieść w lata 70-te,
wyobrażacie sobie "takiego" Pacino w roli Mike'a?
via www.telegrapgh.co.uk





"F" JAK FRANK I FONTANE
Jednym z ciekawszych epizodów w okresie przygotowań do filmu było spotkanie Mario Puzo z Frankiem Sinatrą. Jak wiemy, jedną z postaci w książce jest niejaki Johnny Fontane, piosenkarz-aktor mający dość ścisłe powiązania z Mafią. Nie od dziś wiadomo, że takie znajomości miał również Sinatra. Spekulowano, że jest on pierwowzorem dla fikcyjnej postaci z książki Puzo. Zresztą zaraz po ukazaniu się powieści na rynku księgarskim, jej wydawca otrzymał "zażalenie" od prawników Sinatry. Początkowo Puzo chciał spotkać się z Sinatrą, żeby osobiście wiele spraw wyjaśnić, ale piosenkarz kategorycznie odmawiał. Po wielokrotnych próbach nawiązania kontaktu, Puzo odpuścił. Kiedy przypadek sprawił, że obaj panowie się spotkali, Sinatra wpadł w szał i używając wulgaryzmów, które przeczyły jego nienagannemu wizerunkowi groził, że gdyby pisarz był młodszy obiłby mu gębę. Wszystko to mówił tym swoim aksamitnym głosem, który tak kochamy. 
Wkrótce książka zaczęła bić rekordy popularności. Kilka tygodni po feralnym spotkaniu, kiedy reżyserem filmu został Francis Ford Coppola, Sinatra sam zaczepił go w jednym z klubów w L.A. Piosenkarz położył swoje dłonie na ramionach młodego filmowca i rzekł: "Francis, chętnie zagrałbym Ojca Chrzestnego. Nie zrobiłbym tego dla tych gości z Paramountu, ale zrobię to tylko ze względu na Ciebie."  



Słynna trójka - Coppola, Brando i Pacino,
via www.mirror.co.uk





Ciąg dalszy nastąpi...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz